joanna sosnowska

Snapchat: skuteczne narzędzie?

Na początek mam dla Ciebie proste zadanie. Przeczytaj na głos to zdanie. Już? Zauważyłeś coś? Pewnie nic.

Tymczasem każde z wypowiedzianych przez Ciebie słów, z chwilą, kiedy je „wyemitowałeś” – zniknęło.

Zupełnie bezpowrotnie. Tak właśnie działa Snapchat.

 

Nawiasem mówiąc, wyobraź sobie, co by było, gdyby wypowiadane przez nas słowa nigdy nie ginęły, ale lądowałyby gdzieś w eterze i zostawały tam na zawsze? Właśnie na taki pomysł wpadł 16 lat temu scenarzysta filmu „Częstotliwość” (Frequency):

Wracając do Snapchata.

Idea Snapchata

Ulotność – gdyby chcieć jednym słowem scharakteryzować ten kanał social media, to właśnie ulotność byłaby idealnym określeniem. I choć pierwotnie tworzony materiał (zdjęcie lub film) był widoczny dla odbiorcy przez 10 sekund, a teraz może to być nawet 24 godziny (Snapchat story), to idea pozostała niezmienna: wszystko, co prześlesz lub opublikujesz – prędzej czy później i tak zniknie.

 

Czy nie przypomina Ci to kultowego tekstu z filmów „Mission Impossible”: za pięć sekund wiadomość ulegnie samozniszczeniu?

Czym różni się Snapchat od Facebooka czy Instagrama?

Liczby są bezlitosne: sto milionów użytkowników Snapchata to cztery razy mniej niż ma Instagram i piętnaście razy mniej niż Facebook. A mimo to właśnie Snapchat jest postrzegany jako medium społecznościowe przyszłości. Dla jego twórców to nagroda za pójście totalnie pod prąd. Podczas gdy inne media kładą nacisk na zapisywanie ulotnych chwil – Snapchat ostentacyjnie mówi „nie” tej praktyce. I poniekąd słusznie, bo jego mechanizm naśladuje wiernie ludzkie zachowania.

 

Dlaczego młodzi kochają Snapchata?

Bo to ich kanał social media. Mają pewność, że w przeciwieństwie np. do Facebooka, szanse, że natkną się tutaj na kogoś dorosłego ze swojej rodziny – są czysto matematyczne. Po drugie, Snapchat daje im możliwość uruchomienia czegoś w rodzaju własnego „kanału TV” – praktycznie bez żadnych kosztów. Jedyne wymaganie stawiane przed nimi można streścić w dwóch słowach: „nie nudzić”. Jeśli chcesz ze swoją marką zadebiutować na Snapchacie, zapamiętaj to hasło.

 

Jeżeli oferujesz produkty lub usługi adresowane do młodych ludzi – Snapchat jest dla Twojej firmy pozycją obowiązkową. Jeśli jednak celujesz w grupę powiedzmy 40 czy 50 plus – inwestowanie w reklamy na Snapchacie będzie stratą czasu i pieniędzy.

 

Dlaczego?

Dlaczego starsi mają alergię na Snapchata?

Może dlatego, że jego gimnazjalna prostota obraża ich inteligencję, nie mówiąc już o infantylnych filtrach? A może dlatego, że nie widzą oni sensowności w przesyłaniu innym migawek dokumentujących najbardziej „prozaiczną prozę” życia? Może wreszcie chodzi o przesyt – bo przecież wszystko, czym chcieli się pochwalić przed światem – sprzedali już na Facebooku czy Instagramie?

 

Dlaczego warto używać Snapchata (jeśli jest się marką)?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, warto cofnąć się o kilka lat do czasów, kiedy zasięgi wpisów na Facebooku były szerokie jak ulice wytyczane przez radzieckich planistów, bowiem po pierwsze, Snapchat to taki Facebook sprzed ery „zapłać za jakikolwiek zasięg albo zniknij na amen”. I cały czas jest w fazie wzrostowej. W dodatku większość marek nie wie, nie chce lub nie potrafi zaistnieć na Snapchacie.

Czyż nie jest to wymarzona sytuacja dla Twojej firmy?

 

Po drugie, Snapchat wykorzystuje dwa trendy, które obecnie / niebawem zdominują marketing. Pierwszy to mobilność. Internet mobilny szybko zdobywa przewagę nad stacjonarnym. Przeglądając strony, częściej korzystamy ze smartfona niż laptopa. Drugi trend to wideo. Jeden obraz zastępuje tysiąc słów, a sekunda wideo niesie więcej treści niż cała masa statycznych zdjęć. Wprzęgnięcie wideo marketingu do swoich działań oznacza możliwość przekazywania komunikatów bardziej treściwych i co najważniejsze – wywołujących większe emocje.

Snapchat oferuje to wszystko na wyciągnięcie ręki.

 

Po trzecie, nawet jeśli nie jesteś zupełnie przekonany do tego medium, weź pod uwagę, że na Snapchacie są już Twoi potencjalni klienci. I z każdym dniem ich przybywa. Są to często osoby, które nie znajdą Cię na blogu firmowym, bo go nie czytają. Nie zwrócą uwagi na Twoje foldery czy ulotki, bo to dla nich prehistoryczna forma reklamy. Nie na trafią na Twoją ofertę w gazecie (kto z osób w przedziale 18-30 lat w ogóle czyta gazety? 🙂

 

Reklamy na Snapchacie

Snapchat jest wyjątkowym medium, więc i reklamy, które można tam zamieszczać, są nietuzinkowe. Konkretnie sam ich mechanizm. Zwykli użytkownicy mogą na swoje snapy nakładać filtry (zabawne rysunki) lub filtry obiektywu (równie zabawne animacje).

 

I tutaj otwiera się pole do popisu dla reklamodawców, ponieważ Snapchat proponuje dla nich filtry sponsorowane, a także płatne geofiltry, czyli nakładki wyświetlające się tylko w danej lokalizacji. Jak łatwo się domyślić, filtry te muszą być tak pomyślane, by ich nakładanie było dla użytkowników czymś, o czym zawsze marzyli 🙂 Czyli zero obciachu, zero sztampy, zero nudy. Trudne, prawda?

Oczywiście, dla porządku trzeba wspomnieć, że istnieje na Snapchacie także opcja umieszczenia maksymalnie 10-sekundowej reklamy wideo. To ważna informacja dla internetowych „tradycjonalistów” przyzwyczajonych do metod reklamowania się znanych np. z YouTube.

 

Jak reklamować się na Snapchacie?

Jak widać, sam sposób reklamowania się na Snapchacie wymusza na markach wyjątkową kreatywność. To, plus wiek użytkowników, którzy muszą nieustannie być bombardowani nowymi impulsami, by nie popaść w znudzenie, sprawia że poprzeczka dla reklamodawców jest zawieszona wyjątkowo wysoko.

 

Dlatego świetnym pomysłem jest zaangażowanie do tego celu profesjonalnej agencji digital. 

 

Oto kilka porad odnośnie obecności marek na Snapchacie:

  • spontaniczność, ale zaplanowana: warto trzymać się planu publikacji, by przyzwyczaić odbiorców do tego, że danego dnia będą pojawiały się kolejne tematy
  • życie marek od kuchni, działalność firmy od kulis, ludzka twarz ludzi z wyższych sfer, wydarzenia nieupudrowane przez dział PR: takie treści to podstawa filozofii Snapchata
  • zero profesjonalizmu, amatorskie spojrzenie przed wszystkim: Snapchat to medium, w którym im coś bardziej wygląda na stworzone ad hoc – tym lepiej (nawet jeśli nie do końca jest to prawdą)
  • zero monotonii – maksimum kreatywności: przynudzanie to samobójstwo dla marki, która chce odnieść sukces na Snapchacie

 

Podsumowanie

Snapchat to narzędzie. Takie jak laptop dla programisty, kartka papieru dla copywritera czy łopata dla kopacza rowów melioracyjnych. To, czy będzie skuteczny czy nie, zależy tylko i wyłącznie od jego „operatora”.

 

Pytanie za 100 punktów

Pamiętasz, jaki tytuł nosił film, którego zwiastun zobaczyłeś na początku artykułu? Nie? Wyleciało ci z pamięci? W takim razie już wiesz, jak działa Snapchat

By | Grudzień 3rd, 2016|social media|0 komentarzy

10 powodów, by zainteresować się video

Ta rewolucja dokonuje się na naszych oczach. I nie pomogą tu żadne lamenty osób załamujących ręce nad upadkiem czytelnictwa. Prawda jest bolesna: wideo zdecydowanie wygrywa z tekstem. Każdym tekstem. Jest dużo prostsze do „konsumpcji”. Nie wymaga myślenia. I angażuje odbiorcę w sposób wyjątkowo silny. Co jeszcze powinno przekonać Cię do sięgnięcia po tę formę przekazu? Dlaczego warto zainwestować w wideo marketing?

 

1) To nie uniwersytet. Tu nie trzeba myśleć

Praktycznie zero – tyle wysiłku trzeba włożyć w oglądanie wideo.
Mnóstwo – tyle informacji można przekazać widzowi w jednym krótkim spocie.
Do tego emocje, którymi możemy naszpikować nasz materiał filmowy, a które sprawią, że zakładany przekaz zostanie trwale zapamiętany. Nic dziwnego, że wideo szturmem podbija świat.

 

2) Wideo: sposób na zagonienie zmysłów internauty do ciężkiej pracy

Obraz, dźwięk, muzyka, słowa, komunikaty niewerbalne oraz wszystko to, co pojawia się między wierszami (lub między słowami). Sposobów na zaangażowanie zmysłów widza jest naprawdę sporo. Jeden celny spot może poczynić niemałe „spustoszenia” w głowie potencjalnego klienta. Wspaniała perspektywa, prawda?

 

3) Wideo: historie, które wciągają po uszy

Zaangażowanie zmysłów to jedno. Stworzenie pasjonującej historii – to drugie. Storytelling w wideo to coś, co sprawia, że chcemy bezzwłocznie podzielić się obejrzanym filmem z innymi. Trudno chyba o lepszą formę reklamy od tej, której nie trzeba dystrybuować, ponieważ jej rozpowszechnianiem zajmuje się cała armia zachwyconych „wolontariuszy”.

 

4) Wideo: narzędzie do otwierania portfeli klientów

„Nie opowiadaj mi o produkcie. Pokaż go w działaniu, a kupię go bez wahania”. Tak właśnie działa wideo produktowe – znakomite narzędzie, dzięki któremu łatwiej przekonasz niedowiarków do swoich produktów. Wideo przemawia bardziej niż najbarwniejszy opis czy zdjęcie w wysokiej rozdzielczości.

 

5) Technologia, która jest na wyciągnięcie ręki. Każdej ręki

Jeszcze parę lat temu na produkcję wideo stać było jedynie nielicznych. Dziś, kiedy kamery, aparaty, a nawet telefony pozwalają tworzyć materiały o co najmniej zadowalającej jakości, a programy do ich obróbki są coraz bardziej doskonałe i intuicyjne – firmy stają przed ogromną szansą na dotarcie ze swoim przekazem do milionów ludzi na całym świecie. Dość powiedzieć, że tylko Youtube to okrągły miliard unikalnych użytkowników miesięcznie.

 

6) Wideo – król SM, łowca lajków i kolekcjoner szerów

Dlaczego wideo zagarnia coraz większe obszary social mediów? Bo „ruchome obrazki” są znacznie częściej i chętniej udostępniane (szerowane) przez internautów. Dużo częściej niż statyczna grafika, o treściach tekstowych nie wspominając.

 

7) Marketing wideo: dlaczego najwięksi też to robią?

Jeśli nie przekonują Cię twarde dowody, to może zmienisz zdanie o wideo pod wpływem tej informacji? Otóż największe marki świata od dawna inwestują w swoje kanały wideo. Największe, najbardziej znane i rozpoznawalne brandy – też się w to bawią. Choć przecież nie musiałby tego robić.

 

8) Youtube i cała reszta

Youtube, czyli de facto druga wyszukiwarka świata – dzieli i rządzi w swojej kategorii. Nie skorzystać z szansy, jaką daje obecność w tym serwisie – to gorzej niż zbrodnia. To błąd. Jeśli jednak faktycznie nie czujesz się na siłach, by konkurować z innymi w tak zatłoczonym miejscu, spróbuj podziałać na innych platformach: Snapchat, Instagram, Twitter czy Facebook także pozwalają na publikowanie formatów wideo.

 

9) Wideo: popularność, która rośnie z minuty na minutę

Miliardy razy dziennie – tyle razy odtwarzane są materiały filmowe na platformach takich jak Facebook czy Snapchat. To, co cieszy jednych (wzrost popularności wideo w social mediach) – załamuje drugich. Czarny sen osób zajmujących się słowem pisanym ma ziścić się już za parę lat. Wtedy to Facebook ma wyprzeć ostatnie treści tekstowe ze swoich łamów / stron.

 

10) Wideo w internecie: tańszy kuzyn reklamy telewizyjnej

Nie tylko sporo tańszy, ale także z każdym dniem zyskujący na popularności i atrakcyjności. To na nim coraz częściej skupiają się spojrzenia użytkowników. A telewizja? Jest jak starzejąca się piękność, która musi przejść gruntowną operację plastyczną, by nie wypaść z obiegu.

 

Podsumowanie

Video to przyszłość szeroko rozumianego „digitalu”. W dodatku stawiać możemy nie tylko na tradycyjne formy wideo, lecz także te bardziej innowacyjne (wideo 360, live streaming, augmented reality itp.)

Choć trzeba uczciwie przyznać, że wideo ma swoje słabe punkty. Najważniejszym z nich jest czas. A konkretnie to, że liczba spotów / filmików / animacji / tutoriali / poradników, jakie możemy w danej chwili obejrzeć – jest najzwyczajniej ograniczona. Stąd też rosnąca popularność ultrakrótkich form wyrazu (np. Vine).

Na koniec małe „ale”. Wideo, choć przyszłościowe, z pewnością czuje już na swoich plecach oddech nadciągającej rewolucji. Wirtualna rzeczywistość to, zdaniem niektórych, przełom jakiego od dawna nie było. Warto więc już teraz zainteresować się tym tematem, który jeszcze całkiem niedawno istniał wyłącznie w wyobraźni szalonych futurystów.

By | Listopad 2nd, 2016|trendy, Videos|2 Comments

Real Time Marketing

Jedną z kluczowych cech rasowego marketera powinna być umiejętność trzymania ręki na pulsie. I nie chodzi tu bynajmniej o monitorowanie tętna. Chociaż z drugiej strony, profilaktyka antyzawałowa – zawsze na propsie 😉 Real time marketing to reagowanie na wszystko, czym żyją fani marki. I właśnie to „wszystko” jest zarówno barierą, jak i wyzwaniem.

 

Na czym polega RTM?

RTM składa się z trzech elementów. Pierwszym jest sama reakcja na jakieś wydarzenie. Może być błyskawiczna (trudniejsze) albo zaplanowana (pozornie łatwiejsze). Drugim elementem jest zinterpretowanie tego wydarzenia w sposób, który będzie zrozumiały i akceptowany przez fanów marki. „Przefiltrowanie” wydarzenia przez markę. Trzecim – zręczne wplecenie do nowego komunikatu informacji o produkcie lub marce.

 

Chłodny plan czy gorący spontan?

Dlaczego zaplanowana reakcja jest tylko pozornie łatwiejsza od tej zupełnie spontanicznej? Ponieważ w przypadku tej pierwszej konkurencja jest dużo większa. Trzeba naprawdę się nagimnastykować, żeby przyćmić komunikaty wysyłane przez całą rzeszę różnych, a często też wprost konkurujących z nami marek. Reakcja spontaniczna z kolei to zabawa dla zawodowców. W tym przypadku jeden celny „strzał” szybko przekłada się na lajki, szery czy wejścia na stronę.

 

O kurze, która przeszła przez jezdnię

Najprościej będzie wytłumaczyć zasady RTM-u na pewnym nieco absurdalnym przykładzie. Wyobraźmy sobie kurę. Ale nie jakąś pierwszą lepszą grzebinóżkę, tylko prawdziwą kurzą celebrytkę śledzoną przez zastępy paparazzich.

Nasz kura od „jajecznych” czasów mieszka w złotej klatce. Pewnego dnia – sensacja! Kura wychodzi z klatki i… przechodzi przez jezdnię. Mamy więc pierwszy element niezbędny do zastosowania RTM-u: zaskakujące wydarzenie. Jak zareagują na nie marki? Wydadzą komunikat, który będzie zrozumiały dla ich fanów / wielbicieli / wyznawców.

 

Oto reakcje „marek osobistych” na przejście kury przez jezdnię:

Martin Luther King: Widzę świat, w którym wszystkie kury są wolne i mogą przekraczać ulicę nie będąc pytanymi o motywy.

Mojżesz: I Bóg zstąpił z niebios, i Bóg przemówił do kury: „Zaprawdę powiadam ci, ulica twoja stopą przekroczona będzie”. I kura przekroczyła ulicę.

Juliusz Cezar: Przyszła, zobaczyła, przekroczyła.

Niccolo Machiavelli: Decydujące jest to, że kura przekroczyła ulicę. Kogo interesują powody? Przekroczenie ulicy usprawiedliwia wszelkie motywy.

Albert Einstein: Czy to kura przekroczyła ulicę, czy też to ulica przesunęła się pod kurą, zależy od waszego punktu odniesienia.

Robinson Crusoe: Skąd się tu wzięła droga?

Bill Gates: Akurat wypuściłem na rynek nowy KuraOffice 2000, który nie tylko będzie przekraczał ulicę, ale również będzie znosił jaja, zarządzał ważnymi dokumentami i wyrównywał stan waszego konta.

 

Czy warto reagować na wszystko?

Naszym zdaniem – nie. Istnieją tematy drażliwe, których marki nie powinny dotykać. Wszystko jednak zależy od charakteru samej marki oraz od odbiorców, do których jej komunikaty są adresowane. Dla jednych marek bezceremonialne szarganie świętości skończy się wizerunkową klapą, dla innych – wyraźnym wzrostem szacunku u fanów.

 

Wzór na RTM

RTM to materia niezwykle ulotna i z trudem poddająca się definiowaniu. Mimo to można wyznaczyć wzór na prawidłowo przeprowadzoną akcję RTM:

 

Sukces RTM =

szybka reakcja na właściwe wydarzenie

+ błyskotliwy pomysł

+ bezbłędne wykonanie

+ ewentualne zastosowanie aktualnych kodów kulturowych, memów, popularnych trendów

+ wplecenie informacji o produkcie

 

Jakie wydarzenia można wykorzystać w planowanym RTM?

Real time marketing jest jak nóż. W rękach rozsądnego człowieka staje się narzędziem krojenia chleba na śniadanie. W rękach szaleńca – wiadomo czym. Decydując się na działanie w ramach RTM, zawsze trzeba rozważyć, czy nie sprawimy, że mówiąc kolokwialnie – ludzie się od nas odwrócą. Dotyczy to akcji związanych z polityką czy kwestiami światopoglądowymi.

 

Popkultura

Bardzo często RTM polega na zastosowaniu odniesień do kultury / popkultury / sportu, ponieważ te dziedziny są w miarę neutralne. Wdzięcznym tematem są filmy. W oczekiwaniu na premierę albo w reakcji na festiwalowy sukces (przykład z polskiego podwórka to Oscar dla „Idy”) można postarać się przygotować materiał nawiązujący do tego właśnie wydarzenia.

 

Przykład: reakcja na premierę kolejnej części Star Wars:

https://twitter.com/Randstudio/status/676712858344910848

 

Sport

Odnośnie sportu – im bardziej masowe wydarzenie, tym mniejsze ryzyko popełnienia jakiegoś błędu. Dlatego bezpieczniej zareagować na wyskok jakiegoś piłkarza na imprezie typu mistrzostwa świata w piłce nożnej (przykład Luisa Suareza, który pogryzł zawodnika drużyny przeciwnej), niż na derby Wisła / Cracovia czy Legia / Polonia i opowiadać się wyraźnie za którąś ze stron.

 

Warto przy okazji sportu wspomnieć o wpadkach, które są wymarzonym prezentem dla każdego, kto wykorzystuje RTM w swych działaniach. Sztandarowym przykładem jest tutaj reakcja marki Oreo na awarię oświetlenia podczas finału rozgrywek Super Bowl w USA:

https://twitter.com/oreo/status/298246571718483968?lang=pl

 

Równie wspaniały prezent sprawili markom Rosjanie podczas zimowej olimpiady w Soczi w 2014 roku, kiedy to podczas ceremonii otwarcia jedno z kół olimpijskich uległo awarii. Widok czterech splecionych ze sobą kół, który tamtego dnia „poszedł w świat” z pewnością wprawił w ekstazę szefa marketingu Audi:

https://twitter.com/brilliant_ads/status/757695200118599681

 

Social media

RTM może też czerpać ze świata mediów społecznościowych. Błyskotliwe memy, viralowe spoty publikowane na YouTube (np. Volvo + Van Damme), akcje, w które włączają się internauci na całym świecie (np. Ice Bucket Challenge) – materiału do twórczej przeróbki jest w sieci pod dostatkiem.

 

Czy można zaplanować RTM?

Czy można przygotować się na niespodziewane? Można próbować. W przypadku części wydarzeń będziemy znać wręcz ich dokładne daty (premiery filmowe, wydarzenia polityczne, święta typu Mikołajki czy Walentynki, długie weekendy). Drugą grupę stanowić będą wydarzenia o określonej dozie prawdopodobieństwa. Znając na przykład drabinkę rozgrywek piłkarskich na mistrzostwach świata, można zaplanować reakcję np. na spotkanie drużyn z krajów nie pałających do siebie sympatią (USA-Iran czy Polska-Rosja) i jako marka stanąć w roli pokojowego rozjemcy między zwaśnionymi stronami.

 

Co daje real time marketing?

RTM daje fanom* poczucie, choć niekiedy tylko pozorne, że ich marka żyje tym, co oni. Że jest z nimi blisko. Dlaczego to takie ważne? Bo generalnie ludzie nie chcą słuchać opowieści o marce. Wolą słuchać opowieści o nich samych.

 

Zresztą wystarczy odwołać się do analogii damsko-męskich. Każda kobieta będzie czuła się lepiej w towarzystwie mężczyzny, który mówi o niej, słucha jej, jest w nią zapatrzony i chce przeżywać wszystko razem z nią. Natomiast żadna kobieta nie wytrzyma długo z mężczyzną opowiadającym wyłącznie o sobie, żądającym posłuchu i niemalże adoracji.

 

Żyjąc tym, czym żyją fani, marka buduje zaangażowanie wśród swoich odbiorców. A przy okazji buduje pozytywny obraz, co wprost przekłada się na wzrost sprzedaży. Dużo chętniej kupujemy od uśmiechniętego, pozytywnie nastawionego do życia sprzedawcy niż od człowieka typu „chodząca depresja” albo „naprawdę nie jest mi do śmiechu”.

 

(*to słowo jest uzasadnione, ponieważ RTM i social media są ze sobą trwale zrośnięte)

 

Podsumowanie

Specjalista od RTM-u powinien przypominać trochę telewizyjnego showmana, np. Kubę Wojewódzkiego. Podczas gdy widzowie siedzący przed telewizorami są pod wrażeniem jego błyskotliwych ripost, on sam jeden wie, ile w jego słowach jest faktycznej błyskotliwości i umiejętności szybkiego reagowania, a ile przygotowanego zawczasu scenariusza.

By | Październik 10th, 2016|trendy|2 Comments