Joanna Sosnowska

About Joanna Sosnowska

Z wykształcenia prawnik, z wyboru marketingowiec, 9 lat doświadczenia w reklamie, specjalizuje się w planowaniu kampanii online. Często marketerzy z którymi pracuje na codzień pytają mnie o trendy, kierunki, moje spostrzeżenia, chciałam się podzielić tą wiedzą i tak powstał blog. Mam nadzieje, że moje wskazówki będą również dla Ciebie pomocne :) Dziękuje za Twoją wizytę.

Wszystko co musisz wiedzieć o budowaniu silnej marki (cz.1)

 

Marka to coś, co znane jest nam od zarania dziejów. Dawniej, gdy mawiano o kimś, że ma „dobrą markę”, oznaczało to, że jest on godzien zaufania. Że posiada nienaganną reputację. Że jest klasą samą dla siebie. Dziś, choć świat zmienił się w niewyobrażalny sposób, to sam mechanizm kreowania marek jest taki sam jak przed wiekami. Jeśli chcesz wiedzieć, czym jest i jakie cechy posiada silna marka – czytaj dalej.

 

1) Czym jest marka?

Jeff Bezos, założyciel Amazona powiedział kiedyś coś, co wielu polskich przesiębiorców może przerazić: twoja marka jest tym, co ludzie mówią o tobie, kiedy nie ma cię w pokoju. A propos mówienia, najlepsze marki to te, które można opisać jednym prostym zdaniem. Oczywiście najbardziej niepewnie po usłuszeniu słów Bezosa poczują się ci, których marka, delikatnie mówiąc, jest „mało atrakcyjna i pociągająca”.

 

Inna, choć w sumie dość podobna definicja marki mówi, że brand (marka) jest tym, co myśli klient w chwili zetknięcia się z nią. Jak łatwo się domyślić, wielkość czy branża firmy nie ma w tej sytuacji żadnego znaczenia. Równie silne emocje mogą towarzyszyć spotkaniu klienta z marką motoryzacyjnego giganta, jak i niewielkiej modowej manufaktury.

 

Z marką często kojarzone jest słowo reputacja. To ona sprawia, że szanujące się marki, podobnie zresztą jak ludzie, nie pokazują się w takim czy innym towarzystwie, by nie narazić właśnie tejże reputacji na szwank. Marki takie wiedzą kiedy, gdzie i z kim warto się pojawiać „na mieście”, a w jakich sytuacjach będzie to co najmniej niewskazane.

 

2) Po co mi marka?

Silna marka powoduje u ludzi chwilowe zakłócenia pracy mózgu 🙂 W sytuacji, gdy klient stoi przed sklepową półką, na której zalegają dziesiątki rodzajów przysłowiowego ketchupu, w jego umyśle zaczynają dziać się dziwne rzeczy. „Wyświetla się” logo twojej firmy, przypominają mu się wszystkie przyjemne chwile, jakie spędził w towarzystwie produkatów twojej marki, odtwarza się melodia użyta w twoim spocie reklamowym itd. To wszystko pomaga mu podjąć tę niełatwą w sumie decyzję zakupową. Jednym słowem, silna marka, głęboko zakorzeniona w sercach odbiorców – generuje przychody. A w dłuższej perspektywie może znacząco zwiększać wartość produktów i tym samym wpływać na cenę produktu.

 

3) Marki są jak ludzie

Jakich ludzi lubimy najbardziej? Czy tych, którzy cały czas mówią tylko o sobie, czy bardziej tych, którzy nas słuchają albo zawsze i wszędzie są gotowi przyjść nam z pomocą? Oczywiste jest, że tych drugich. Podobnie jest z markami i ich sposobem komunikowania się z klientami. Wygrywają te, które potrafią słuchać, a następnie odpowiednio reagować na pozyskane w ten sposób informacje.

 

Wracając do ludzi i ich zachowań. Których ludzi szybciej zapamiętujemy: tych, którzy żyją cicho i spokojnie, czy tych, dla których dzień bez kontrowersji jest dniem straconym? Tych, którzy ubierają się tak jak wszycy, czy tych, którzy wybijają się swoją niecodziennością? Znowu odpowiedź nasuwa się sama. Niepowtarzalność i oryginalność to kolejny wyznacznik silnej marki. Owa siła marki przejawia się także w tym, że potrafi ona rzucić wyzwanie marce konkurencyjnej, bo wie, że to doskonały sposób na zaznaczenie się w świadomości potencjalnych klientów.

 

4) Silne marki nie boją się swoich słabości

Tak jak prawdziwy mężczyzna nie wstydzi się łez, tak silna marka nie boi się przyznać do swoich słabości. Choć trzeba przyznać, że są to słabości tylko pozorne. Na przykład takie, gdy marka mówi: zajmuję się X, ale najzwyczajniej w świecie nie znam się na robieniu Y. Jestem wybitnym specjalistą w zakresie Z, ale nie będę zajmować się Q, choćbyś mnie kliencie bardzo o to prosił. Jak widać, silne marki to marki specjalizujące się tylko w jednej dziedzinie, osiągające w niej poziom co najmniej ekspercki.

 

5) Korzyści z budowania marki

Co daje silna marka? Sprawia na przykład, że dostajesz maile czy telefony, w których ktoś prosi cię, żebyś to właśnie ty, twoja firma – pracowała dla niego. Masz bowiem tak świetną reputację w branży, że w naturalny sposób jesteś polecany innym. Przeciętny człowiek zapytany o firmę, która najlepiej wykonuje dane usługi, czy produkuje dane towary – wymienia w pierwszej kolejności twoją markę.

 

Co jeszcze daje? Na przykład to, że coraz częściej jesteś świadkiem sytuacji, w których wracają do ciebie dawni klienci i mówią ci, że mimo, że twoja oferta jest najdroższa, stawki niekiedy nawet wyższe o cały rząd wielkości od stawek konkurencji, a twoje terminy wykonania zlecenia są odległe do granic przyzwoitości – to tylko do ciebie mają bezgraniczne zaufanie.

 

Bezcenne? Ha, i to jak!

 

Silna marka sprawia, że klienci zaczynają się zachowywać jak osoby zakochane. Nie widzą już innych marek. Są uodpornieni na ich wdzięki i zaloty. Klienci są zauroczeni twoją marką, bo podzielają twoje poglądy, jednoczą się wokół twojej wizji, przekonuje ich wreszcie misja, która stoi za twoimi (marki) poczynaniami.

 

Czegoś takiego nie da się przeliczyć na pieniądze, choć bez wątpienia, silna marka bezpośrednio przekłada się na wpływy do firmowej kasy.

 

Chcesz zbudować taką właśnie silną markę? Napisz do mnie!

By | Marzec 9th, 2017|Bez kategorii|0 komentarzy

Snapchat: skuteczne narzędzie?

Na początek mam dla Ciebie proste zadanie. Przeczytaj na głos to zdanie. Już? Zauważyłeś coś? Pewnie nic.

Tymczasem każde z wypowiedzianych przez Ciebie słów, z chwilą, kiedy je „wyemitowałeś” – zniknęło.

Zupełnie bezpowrotnie. Tak właśnie działa Snapchat.

 

Nawiasem mówiąc, wyobraź sobie, co by było, gdyby wypowiadane przez nas słowa nigdy nie ginęły, ale lądowałyby gdzieś w eterze i zostawały tam na zawsze? Właśnie na taki pomysł wpadł 16 lat temu scenarzysta filmu „Częstotliwość” (Frequency):

Wracając do Snapchata.

Idea Snapchata

Ulotność – gdyby chcieć jednym słowem scharakteryzować ten kanał social media, to właśnie ulotność byłaby idealnym określeniem. I choć pierwotnie tworzony materiał (zdjęcie lub film) był widoczny dla odbiorcy przez 10 sekund, a teraz może to być nawet 24 godziny (Snapchat story), to idea pozostała niezmienna: wszystko, co prześlesz lub opublikujesz – prędzej czy później i tak zniknie.

 

Czy nie przypomina Ci to kultowego tekstu z filmów „Mission Impossible”: za pięć sekund wiadomość ulegnie samozniszczeniu?

Czym różni się Snapchat od Facebooka czy Instagrama?

Liczby są bezlitosne: sto milionów użytkowników Snapchata to cztery razy mniej niż ma Instagram i piętnaście razy mniej niż Facebook. A mimo to właśnie Snapchat jest postrzegany jako medium społecznościowe przyszłości. Dla jego twórców to nagroda za pójście totalnie pod prąd. Podczas gdy inne media kładą nacisk na zapisywanie ulotnych chwil – Snapchat ostentacyjnie mówi „nie” tej praktyce. I poniekąd słusznie, bo jego mechanizm naśladuje wiernie ludzkie zachowania.

 

Dlaczego młodzi kochają Snapchata?

Bo to ich kanał social media. Mają pewność, że w przeciwieństwie np. do Facebooka, szanse, że natkną się tutaj na kogoś dorosłego ze swojej rodziny – są czysto matematyczne. Po drugie, Snapchat daje im możliwość uruchomienia czegoś w rodzaju własnego „kanału TV” – praktycznie bez żadnych kosztów. Jedyne wymaganie stawiane przed nimi można streścić w dwóch słowach: „nie nudzić”. Jeśli chcesz ze swoją marką zadebiutować na Snapchacie, zapamiętaj to hasło.

 

Jeżeli oferujesz produkty lub usługi adresowane do młodych ludzi – Snapchat jest dla Twojej firmy pozycją obowiązkową. Jeśli jednak celujesz w grupę powiedzmy 40 czy 50 plus – inwestowanie w reklamy na Snapchacie będzie stratą czasu i pieniędzy.

 

Dlaczego?

Dlaczego starsi mają alergię na Snapchata?

Może dlatego, że jego gimnazjalna prostota obraża ich inteligencję, nie mówiąc już o infantylnych filtrach? A może dlatego, że nie widzą oni sensowności w przesyłaniu innym migawek dokumentujących najbardziej „prozaiczną prozę” życia? Może wreszcie chodzi o przesyt – bo przecież wszystko, czym chcieli się pochwalić przed światem – sprzedali już na Facebooku czy Instagramie?

 

Dlaczego warto używać Snapchata (jeśli jest się marką)?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, warto cofnąć się o kilka lat do czasów, kiedy zasięgi wpisów na Facebooku były szerokie jak ulice wytyczane przez radzieckich planistów, bowiem po pierwsze, Snapchat to taki Facebook sprzed ery „zapłać za jakikolwiek zasięg albo zniknij na amen”. I cały czas jest w fazie wzrostowej. W dodatku większość marek nie wie, nie chce lub nie potrafi zaistnieć na Snapchacie.

Czyż nie jest to wymarzona sytuacja dla Twojej firmy?

 

Po drugie, Snapchat wykorzystuje dwa trendy, które obecnie / niebawem zdominują marketing. Pierwszy to mobilność. Internet mobilny szybko zdobywa przewagę nad stacjonarnym. Przeglądając strony, częściej korzystamy ze smartfona niż laptopa. Drugi trend to wideo. Jeden obraz zastępuje tysiąc słów, a sekunda wideo niesie więcej treści niż cała masa statycznych zdjęć. Wprzęgnięcie wideo marketingu do swoich działań oznacza możliwość przekazywania komunikatów bardziej treściwych i co najważniejsze – wywołujących większe emocje.

Snapchat oferuje to wszystko na wyciągnięcie ręki.

 

Po trzecie, nawet jeśli nie jesteś zupełnie przekonany do tego medium, weź pod uwagę, że na Snapchacie są już Twoi potencjalni klienci. I z każdym dniem ich przybywa. Są to często osoby, które nie znajdą Cię na blogu firmowym, bo go nie czytają. Nie zwrócą uwagi na Twoje foldery czy ulotki, bo to dla nich prehistoryczna forma reklamy. Nie na trafią na Twoją ofertę w gazecie (kto z osób w przedziale 18-30 lat w ogóle czyta gazety? 🙂

 

Reklamy na Snapchacie

Snapchat jest wyjątkowym medium, więc i reklamy, które można tam zamieszczać, są nietuzinkowe. Konkretnie sam ich mechanizm. Zwykli użytkownicy mogą na swoje snapy nakładać filtry (zabawne rysunki) lub filtry obiektywu (równie zabawne animacje).

 

I tutaj otwiera się pole do popisu dla reklamodawców, ponieważ Snapchat proponuje dla nich filtry sponsorowane, a także płatne geofiltry, czyli nakładki wyświetlające się tylko w danej lokalizacji. Jak łatwo się domyślić, filtry te muszą być tak pomyślane, by ich nakładanie było dla użytkowników czymś, o czym zawsze marzyli 🙂 Czyli zero obciachu, zero sztampy, zero nudy. Trudne, prawda?

Oczywiście, dla porządku trzeba wspomnieć, że istnieje na Snapchacie także opcja umieszczenia maksymalnie 10-sekundowej reklamy wideo. To ważna informacja dla internetowych „tradycjonalistów” przyzwyczajonych do metod reklamowania się znanych np. z YouTube.

 

Jak reklamować się na Snapchacie?

Jak widać, sam sposób reklamowania się na Snapchacie wymusza na markach wyjątkową kreatywność. To, plus wiek użytkowników, którzy muszą nieustannie być bombardowani nowymi impulsami, by nie popaść w znudzenie, sprawia że poprzeczka dla reklamodawców jest zawieszona wyjątkowo wysoko.

 

Dlatego świetnym pomysłem jest zaangażowanie do tego celu profesjonalnej agencji digital. 

 

Oto kilka porad odnośnie obecności marek na Snapchacie:

  • spontaniczność, ale zaplanowana: warto trzymać się planu publikacji, by przyzwyczaić odbiorców do tego, że danego dnia będą pojawiały się kolejne tematy
  • życie marek od kuchni, działalność firmy od kulis, ludzka twarz ludzi z wyższych sfer, wydarzenia nieupudrowane przez dział PR: takie treści to podstawa filozofii Snapchata
  • zero profesjonalizmu, amatorskie spojrzenie przed wszystkim: Snapchat to medium, w którym im coś bardziej wygląda na stworzone ad hoc – tym lepiej (nawet jeśli nie do końca jest to prawdą)
  • zero monotonii – maksimum kreatywności: przynudzanie to samobójstwo dla marki, która chce odnieść sukces na Snapchacie

 

Podsumowanie

Snapchat to narzędzie. Takie jak laptop dla programisty, kartka papieru dla copywritera czy łopata dla kopacza rowów melioracyjnych. To, czy będzie skuteczny czy nie, zależy tylko i wyłącznie od jego „operatora”.

 

Pytanie za 100 punktów

Pamiętasz, jaki tytuł nosił film, którego zwiastun zobaczyłeś na początku artykułu? Nie? Wyleciało ci z pamięci? W takim razie już wiesz, jak działa Snapchat

By | Grudzień 3rd, 2016|social media|0 komentarzy

10 powodów, by zainteresować się video

Ta rewolucja dokonuje się na naszych oczach. I nie pomogą tu żadne lamenty osób załamujących ręce nad upadkiem czytelnictwa. Prawda jest bolesna: wideo zdecydowanie wygrywa z tekstem. Każdym tekstem. Jest dużo prostsze do „konsumpcji”. Nie wymaga myślenia. I angażuje odbiorcę w sposób wyjątkowo silny. Co jeszcze powinno przekonać Cię do sięgnięcia po tę formę przekazu? Dlaczego warto zainwestować w wideo marketing?

 

1) To nie uniwersytet. Tu nie trzeba myśleć

Praktycznie zero – tyle wysiłku trzeba włożyć w oglądanie wideo.
Mnóstwo – tyle informacji można przekazać widzowi w jednym krótkim spocie.
Do tego emocje, którymi możemy naszpikować nasz materiał filmowy, a które sprawią, że zakładany przekaz zostanie trwale zapamiętany. Nic dziwnego, że wideo szturmem podbija świat.

 

2) Wideo: sposób na zagonienie zmysłów internauty do ciężkiej pracy

Obraz, dźwięk, muzyka, słowa, komunikaty niewerbalne oraz wszystko to, co pojawia się między wierszami (lub między słowami). Sposobów na zaangażowanie zmysłów widza jest naprawdę sporo. Jeden celny spot może poczynić niemałe „spustoszenia” w głowie potencjalnego klienta. Wspaniała perspektywa, prawda?

 

3) Wideo: historie, które wciągają po uszy

Zaangażowanie zmysłów to jedno. Stworzenie pasjonującej historii – to drugie. Storytelling w wideo to coś, co sprawia, że chcemy bezzwłocznie podzielić się obejrzanym filmem z innymi. Trudno chyba o lepszą formę reklamy od tej, której nie trzeba dystrybuować, ponieważ jej rozpowszechnianiem zajmuje się cała armia zachwyconych „wolontariuszy”.

 

4) Wideo: narzędzie do otwierania portfeli klientów

„Nie opowiadaj mi o produkcie. Pokaż go w działaniu, a kupię go bez wahania”. Tak właśnie działa wideo produktowe – znakomite narzędzie, dzięki któremu łatwiej przekonasz niedowiarków do swoich produktów. Wideo przemawia bardziej niż najbarwniejszy opis czy zdjęcie w wysokiej rozdzielczości.

 

5) Technologia, która jest na wyciągnięcie ręki. Każdej ręki

Jeszcze parę lat temu na produkcję wideo stać było jedynie nielicznych. Dziś, kiedy kamery, aparaty, a nawet telefony pozwalają tworzyć materiały o co najmniej zadowalającej jakości, a programy do ich obróbki są coraz bardziej doskonałe i intuicyjne – firmy stają przed ogromną szansą na dotarcie ze swoim przekazem do milionów ludzi na całym świecie. Dość powiedzieć, że tylko Youtube to okrągły miliard unikalnych użytkowników miesięcznie.

 

6) Wideo – król SM, łowca lajków i kolekcjoner szerów

Dlaczego wideo zagarnia coraz większe obszary social mediów? Bo „ruchome obrazki” są znacznie częściej i chętniej udostępniane (szerowane) przez internautów. Dużo częściej niż statyczna grafika, o treściach tekstowych nie wspominając.

 

7) Marketing wideo: dlaczego najwięksi też to robią?

Jeśli nie przekonują Cię twarde dowody, to może zmienisz zdanie o wideo pod wpływem tej informacji? Otóż największe marki świata od dawna inwestują w swoje kanały wideo. Największe, najbardziej znane i rozpoznawalne brandy – też się w to bawią. Choć przecież nie musiałby tego robić.

 

8) Youtube i cała reszta

Youtube, czyli de facto druga wyszukiwarka świata – dzieli i rządzi w swojej kategorii. Nie skorzystać z szansy, jaką daje obecność w tym serwisie – to gorzej niż zbrodnia. To błąd. Jeśli jednak faktycznie nie czujesz się na siłach, by konkurować z innymi w tak zatłoczonym miejscu, spróbuj podziałać na innych platformach: Snapchat, Instagram, Twitter czy Facebook także pozwalają na publikowanie formatów wideo.

 

9) Wideo: popularność, która rośnie z minuty na minutę

Miliardy razy dziennie – tyle razy odtwarzane są materiały filmowe na platformach takich jak Facebook czy Snapchat. To, co cieszy jednych (wzrost popularności wideo w social mediach) – załamuje drugich. Czarny sen osób zajmujących się słowem pisanym ma ziścić się już za parę lat. Wtedy to Facebook ma wyprzeć ostatnie treści tekstowe ze swoich łamów / stron.

 

10) Wideo w internecie: tańszy kuzyn reklamy telewizyjnej

Nie tylko sporo tańszy, ale także z każdym dniem zyskujący na popularności i atrakcyjności. To na nim coraz częściej skupiają się spojrzenia użytkowników. A telewizja? Jest jak starzejąca się piękność, która musi przejść gruntowną operację plastyczną, by nie wypaść z obiegu.

 

Podsumowanie

Video to przyszłość szeroko rozumianego „digitalu”. W dodatku stawiać możemy nie tylko na tradycyjne formy wideo, lecz także te bardziej innowacyjne (wideo 360, live streaming, augmented reality itp.)

Choć trzeba uczciwie przyznać, że wideo ma swoje słabe punkty. Najważniejszym z nich jest czas. A konkretnie to, że liczba spotów / filmików / animacji / tutoriali / poradników, jakie możemy w danej chwili obejrzeć – jest najzwyczajniej ograniczona. Stąd też rosnąca popularność ultrakrótkich form wyrazu (np. Vine).

Na koniec małe „ale”. Wideo, choć przyszłościowe, z pewnością czuje już na swoich plecach oddech nadciągającej rewolucji. Wirtualna rzeczywistość to, zdaniem niektórych, przełom jakiego od dawna nie było. Warto więc już teraz zainteresować się tym tematem, który jeszcze całkiem niedawno istniał wyłącznie w wyobraźni szalonych futurystów.

By | Listopad 2nd, 2016|trendy, Videos|2 Comments

Real Time Marketing

Jedną z kluczowych cech rasowego marketera powinna być umiejętność trzymania ręki na pulsie. I nie chodzi tu bynajmniej o monitorowanie tętna. Chociaż z drugiej strony, profilaktyka antyzawałowa – zawsze na propsie 😉 Real time marketing to reagowanie na wszystko, czym żyją fani marki. I właśnie to „wszystko” jest zarówno barierą, jak i wyzwaniem.

 

Na czym polega RTM?

RTM składa się z trzech elementów. Pierwszym jest sama reakcja na jakieś wydarzenie. Może być błyskawiczna (trudniejsze) albo zaplanowana (pozornie łatwiejsze). Drugim elementem jest zinterpretowanie tego wydarzenia w sposób, który będzie zrozumiały i akceptowany przez fanów marki. „Przefiltrowanie” wydarzenia przez markę. Trzecim – zręczne wplecenie do nowego komunikatu informacji o produkcie lub marce.

 

Chłodny plan czy gorący spontan?

Dlaczego zaplanowana reakcja jest tylko pozornie łatwiejsza od tej zupełnie spontanicznej? Ponieważ w przypadku tej pierwszej konkurencja jest dużo większa. Trzeba naprawdę się nagimnastykować, żeby przyćmić komunikaty wysyłane przez całą rzeszę różnych, a często też wprost konkurujących z nami marek. Reakcja spontaniczna z kolei to zabawa dla zawodowców. W tym przypadku jeden celny „strzał” szybko przekłada się na lajki, szery czy wejścia na stronę.

 

O kurze, która przeszła przez jezdnię

Najprościej będzie wytłumaczyć zasady RTM-u na pewnym nieco absurdalnym przykładzie. Wyobraźmy sobie kurę. Ale nie jakąś pierwszą lepszą grzebinóżkę, tylko prawdziwą kurzą celebrytkę śledzoną przez zastępy paparazzich.

Nasz kura od „jajecznych” czasów mieszka w złotej klatce. Pewnego dnia – sensacja! Kura wychodzi z klatki i… przechodzi przez jezdnię. Mamy więc pierwszy element niezbędny do zastosowania RTM-u: zaskakujące wydarzenie. Jak zareagują na nie marki? Wydadzą komunikat, który będzie zrozumiały dla ich fanów / wielbicieli / wyznawców.

 

Oto reakcje „marek osobistych” na przejście kury przez jezdnię:

Martin Luther King: Widzę świat, w którym wszystkie kury są wolne i mogą przekraczać ulicę nie będąc pytanymi o motywy.

Mojżesz: I Bóg zstąpił z niebios, i Bóg przemówił do kury: „Zaprawdę powiadam ci, ulica twoja stopą przekroczona będzie”. I kura przekroczyła ulicę.

Juliusz Cezar: Przyszła, zobaczyła, przekroczyła.

Niccolo Machiavelli: Decydujące jest to, że kura przekroczyła ulicę. Kogo interesują powody? Przekroczenie ulicy usprawiedliwia wszelkie motywy.

Albert Einstein: Czy to kura przekroczyła ulicę, czy też to ulica przesunęła się pod kurą, zależy od waszego punktu odniesienia.

Robinson Crusoe: Skąd się tu wzięła droga?

Bill Gates: Akurat wypuściłem na rynek nowy KuraOffice 2000, który nie tylko będzie przekraczał ulicę, ale również będzie znosił jaja, zarządzał ważnymi dokumentami i wyrównywał stan waszego konta.

 

Czy warto reagować na wszystko?

Naszym zdaniem – nie. Istnieją tematy drażliwe, których marki nie powinny dotykać. Wszystko jednak zależy od charakteru samej marki oraz od odbiorców, do których jej komunikaty są adresowane. Dla jednych marek bezceremonialne szarganie świętości skończy się wizerunkową klapą, dla innych – wyraźnym wzrostem szacunku u fanów.

 

Wzór na RTM

RTM to materia niezwykle ulotna i z trudem poddająca się definiowaniu. Mimo to można wyznaczyć wzór na prawidłowo przeprowadzoną akcję RTM:

 

Sukces RTM =

szybka reakcja na właściwe wydarzenie

+ błyskotliwy pomysł

+ bezbłędne wykonanie

+ ewentualne zastosowanie aktualnych kodów kulturowych, memów, popularnych trendów

+ wplecenie informacji o produkcie

 

Jakie wydarzenia można wykorzystać w planowanym RTM?

Real time marketing jest jak nóż. W rękach rozsądnego człowieka staje się narzędziem krojenia chleba na śniadanie. W rękach szaleńca – wiadomo czym. Decydując się na działanie w ramach RTM, zawsze trzeba rozważyć, czy nie sprawimy, że mówiąc kolokwialnie – ludzie się od nas odwrócą. Dotyczy to akcji związanych z polityką czy kwestiami światopoglądowymi.

 

Popkultura

Bardzo często RTM polega na zastosowaniu odniesień do kultury / popkultury / sportu, ponieważ te dziedziny są w miarę neutralne. Wdzięcznym tematem są filmy. W oczekiwaniu na premierę albo w reakcji na festiwalowy sukces (przykład z polskiego podwórka to Oscar dla „Idy”) można postarać się przygotować materiał nawiązujący do tego właśnie wydarzenia.

 

Przykład: reakcja na premierę kolejnej części Star Wars:

https://twitter.com/Randstudio/status/676712858344910848

 

Sport

Odnośnie sportu – im bardziej masowe wydarzenie, tym mniejsze ryzyko popełnienia jakiegoś błędu. Dlatego bezpieczniej zareagować na wyskok jakiegoś piłkarza na imprezie typu mistrzostwa świata w piłce nożnej (przykład Luisa Suareza, który pogryzł zawodnika drużyny przeciwnej), niż na derby Wisła / Cracovia czy Legia / Polonia i opowiadać się wyraźnie za którąś ze stron.

 

Warto przy okazji sportu wspomnieć o wpadkach, które są wymarzonym prezentem dla każdego, kto wykorzystuje RTM w swych działaniach. Sztandarowym przykładem jest tutaj reakcja marki Oreo na awarię oświetlenia podczas finału rozgrywek Super Bowl w USA:

https://twitter.com/oreo/status/298246571718483968?lang=pl

 

Równie wspaniały prezent sprawili markom Rosjanie podczas zimowej olimpiady w Soczi w 2014 roku, kiedy to podczas ceremonii otwarcia jedno z kół olimpijskich uległo awarii. Widok czterech splecionych ze sobą kół, który tamtego dnia „poszedł w świat” z pewnością wprawił w ekstazę szefa marketingu Audi:

https://twitter.com/brilliant_ads/status/757695200118599681

 

Social media

RTM może też czerpać ze świata mediów społecznościowych. Błyskotliwe memy, viralowe spoty publikowane na YouTube (np. Volvo + Van Damme), akcje, w które włączają się internauci na całym świecie (np. Ice Bucket Challenge) – materiału do twórczej przeróbki jest w sieci pod dostatkiem.

 

Czy można zaplanować RTM?

Czy można przygotować się na niespodziewane? Można próbować. W przypadku części wydarzeń będziemy znać wręcz ich dokładne daty (premiery filmowe, wydarzenia polityczne, święta typu Mikołajki czy Walentynki, długie weekendy). Drugą grupę stanowić będą wydarzenia o określonej dozie prawdopodobieństwa. Znając na przykład drabinkę rozgrywek piłkarskich na mistrzostwach świata, można zaplanować reakcję np. na spotkanie drużyn z krajów nie pałających do siebie sympatią (USA-Iran czy Polska-Rosja) i jako marka stanąć w roli pokojowego rozjemcy między zwaśnionymi stronami.

 

Co daje real time marketing?

RTM daje fanom* poczucie, choć niekiedy tylko pozorne, że ich marka żyje tym, co oni. Że jest z nimi blisko. Dlaczego to takie ważne? Bo generalnie ludzie nie chcą słuchać opowieści o marce. Wolą słuchać opowieści o nich samych.

 

Zresztą wystarczy odwołać się do analogii damsko-męskich. Każda kobieta będzie czuła się lepiej w towarzystwie mężczyzny, który mówi o niej, słucha jej, jest w nią zapatrzony i chce przeżywać wszystko razem z nią. Natomiast żadna kobieta nie wytrzyma długo z mężczyzną opowiadającym wyłącznie o sobie, żądającym posłuchu i niemalże adoracji.

 

Żyjąc tym, czym żyją fani, marka buduje zaangażowanie wśród swoich odbiorców. A przy okazji buduje pozytywny obraz, co wprost przekłada się na wzrost sprzedaży. Dużo chętniej kupujemy od uśmiechniętego, pozytywnie nastawionego do życia sprzedawcy niż od człowieka typu „chodząca depresja” albo „naprawdę nie jest mi do śmiechu”.

 

(*to słowo jest uzasadnione, ponieważ RTM i social media są ze sobą trwale zrośnięte)

 

Podsumowanie

Specjalista od RTM-u powinien przypominać trochę telewizyjnego showmana, np. Kubę Wojewódzkiego. Podczas gdy widzowie siedzący przed telewizorami są pod wrażeniem jego błyskotliwych ripost, on sam jeden wie, ile w jego słowach jest faktycznej błyskotliwości i umiejętności szybkiego reagowania, a ile przygotowanego zawczasu scenariusza.

By | Październik 10th, 2016|trendy|2 Comments

Trendy w marketingu 2016-2017.

Marketing to nieustająca walka o pozyskanie uwagi konsumenta. W idealnym świecie marketer wysyła w świat jakiś komunikat, np. „Najlepsze kasztany rosną na placu Pigalle”. I konsument odbiera ten przekaz w całości.

Problem w tym, że świat nie jest idealny. Dlatego do oczu i uszu konsumenta dochodzą strzępki informacji w rodzaju: „Najlepsze kasztany (…) na placu (…)”. Teoretycznie odbiorca może się domyślić, o który plac chodzi, ale to wymagałoby od niego wysiłku.

Niestety, wysiłek umysłowy to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej…

Trendy w marketingu – 30 lat polskiej historii

Warto na początek prześledzić, jak ogromne zmiany zaszły przez ostatnie 30 lat w polskim marketingu.

Rok 1985

Produkty kiepskiej jakości sprzedają się jak świeże bułeczki. „Nie podoba ci się ten model roweru? Łaski nie robisz. I tak się sprzeda, szybciej niż myślisz”.

Rok 1990

Rynek przypomina krater po meteorycie, który spowodował zagładę dinozaurów. Jest jak potężna dziura w ziemi, którą ktoś próbuje bezskutecznie zasypać produktami. Ludzie kupują wszystko i w każdej ilości. Wydaje się, że taki stan będzie trwał i trwał i…

Rok 1995

Marki przemawiają z wyraźną pewnością w głosie, a klienci słuchają jak zahipnotyzowani. Im bardziej zachodnia marka, tym posłuch wśród wygłodniałego ludu większy.

Rok 2000

Internet jest w fazie pieluszek niemowlęcych, prasa kwitnie, a telewizja jest nadal królową mediów. Pojawiają się fora internetowe i możliwość wymiany poglądów na temat marek i ich produktów.

Rok 2005

Media społecznościowe sprawiają, że bardziej świadome marki zaczynają nasłuchiwać odgłosów nadciągającej rewolucji.

Rok 2010

Klienci (internauci) coraz częściej mówią to, co myślą. Marki coraz bardziej słuchają. Zaczyna to przypominać coś w rodzaju rozmowy.

Rok 2016

Klienci chcą czegoś więcej. Nie chcą być traktowani jak anonimowa, bezkształtna masa. W dodatku przez te wszystkie lata uodpornili się na przekaz reklamowy.

Chcą, by marki ich:

  • zabawiały,
  • traktowały indywidualnie,
  • dostarczały jeszcze więcej żywych emocji,
    oraz przydatnych treści.

Przy okazji – na którym etapie znajduje się teraz Twoja firma? Czy jest już w roku 2016, czy może zatrzymała się chwilowo w szalonych latach dziewięćdziesiątych?

Trendy w marketingu (2016-2017)

Czego klienci / internauci oczekują i będą oczekiwać od marek? Jaki przekaz kierują do producentów / usługodawców?

Oto lista życzeń i zażaleń:

1) Pokaż mi coś, czego jeszcze nie widziałem.

Wideo 360, VR

Na początku był nagi tekst. Potem zaczęły pojawiać się niezdarne ryciny, pierwsze szarawe zdjęcia, które z czasem nabrały kolorów i niespotykanej ostrości. Nadszedł wreszcie czas wideo, także tego, które udawało trójwymiarowość świata. Ale i to było za mało.

Co dziś jest w stanie przykuć uwagę internautów? Wideo 360 (stopni), dzięki któremu widz może zajrzeć tam, gdzie do tej pory nie miał szans. Drugi trend, na który warto zwrócić uwagę to VR (virtual reality, rzeczywistość wirtualna). Warto jednak pamiętać, że wszystko co nowe, szybko powszednieje. Kwestią czasu jest pojawienie się czegoś, czego jeszcze „świat nie widział”.

2) Pokaż mi to teraz, zaraz i na żywo.

Live streaming

„Więcej na ten temat przeczytacie za tydzień”. Taki tekst, znany z dawnej prasy, dziś już nie przejdzie. Internauci to wyjątkowo niecierpliwy naród. Chcą być wrzucani w sam środek wydarzeń. Być na bieżąco tak bardzo, jak to możliwe. Dlatego transmisje wideo odbywające się w czasie rzeczywistym (live streaming) to technika, w którą zdecydowanie warto zainwestować. Periscope, Facebook Mentions, Meerkat – jeśli chcesz zdobyć serca internautów, zainteresuj się tymi hasłami.

3) Jakby co – wiesz gdzie mnie szukać.

Social media

Aktywność internautów coraz bardziej przenosi się na planetę pt. „social media”. Odbywa się to niestety kosztem tradycyjnych stron internetowych. A skoro wszystko co ważne dzieje się w SM – to zdecydowanie warto tam być. Problem w tym, że i tutaj już rozgrywa się zacięta bitwa o uwagę internauty. Rozwiązaniem jest zainwestowanie w płatne reklamy. Można robić to na własną rękę, ale rozsądniej będzie wynająć wyspecjalizowaną agencję. Druga opcja to skolonizowanie serwisów socialmediowych, które albo są niszowe, albo dopiero czekają na swoje pięć minut sławy.

4) Nie pchaj się wszędzie z bannerami. Jeśli już musisz się reklamować – rób to dyskretnie. Reklama natywna

Polacy nie lubią reklam. Stąd tak ogromna popularność AdBlocka, czyli mechanizmu skutecznie blokującego reklamy na stronach internetowych. Jak więc reklamować się więc w miejscach, w których naprawdę nikt na nas nie czeka z otwartymi ramionami? Sensownym wyjściem dla marek jest zainwestowanie w reklamę natywną – bezinwazyjną, wkomponowaną w treść, a przez to – łatwiejszą do przełknięcia dla statystycznego internauty.

5) Nie lubię, jak mi się wciska wszędzie reklamy. Chyba, że produkt poleca mój ulubiony bloger / youtuber.

Influencer marketing

Trendem, w który z pewnością warto zainwestować, jest influencer marketing. W czasach, gdy coraz bardziej do głosu dochodzi pokolenie liczące się z opiniami swoich idoli z blogosfery / vlogosfery, nawiązanie kontaktu z osobami wpływającymi na decyzje naszych potencjalnych klientów – to krok w dobrą stronę. Jak jednak „uderzyć” do popularnego youtubera, który na co dzień zasypywany jest ofertami współpracy? Dobrym wyjściem jest wynajęcie pośrednika, najlepiej agencji reklamowej.

6) Streszczaj się.

Krótkie formy wideo

O tym, że internauci nie czytają tekstu, tylko go skanują wzrokiem, wie już chyba każdy. Coraz trudniej skupić uwagę odbiorcy na danym komunikacie. Zresztą to nie tylko domena internetu. Filmowe ujęcia trwające kilka sekund odbierane są jako „dłużyzny”. Dlatego internauci nie tylko chcą mieć wszystko „na zaraz”, ale także podane w maksymalnie skondensowanej formie.

Jeszcze parę lat temu nikt nie wyobrażał sobie, że w sześć sekund można opowiedzieć całą historię. A tyle czasu mają twórcy działający na platformie społecznościowej Vine. 15 sekund, które teraz wydłużono aż do 60 dla użytkowników Instagrama to przy Vine cała wieczność.

7) Pokaż mi swoją prawdziwą twarz.

Snapchat

Autentyczność, ludzka twarz marki, spontaniczność – internauci nie chcą być karmieni maksymalnie dopieszczonymi komunikatami, które zanim zostaną opublikowane, muszą zostać zaaprobowane przez piętnaście szczebli w korporacji. Dlatego warto zainwestować w kanały dające możliwość pokazania się „od kuchni”, odsłonięcia się przed fanami, zaprezentowania materiałów nieobrobionych. Idealnym wydaje się być tutaj Snapchat. Serwis ten używany jest głównie przez ludzi młodych (do 29. roku życia).

8) Mów do mnie. I tylko do mnie.

Personalizacja

Wiemy już, że klienci chcą czegoś więcej. Nie chcą być traktowani jak anonimowa, bezkształtna masa. Dlatego można być pewnym, że docenią każdą udaną próbę spersonalizowania komunikatu. Od precyzyjnego stargetowania reklamy w kanałach społecznościowych, poprzez podanie ich imienia w newsletterze, aż po… (no właśnie – ciekawe jak daleko mogą sięgać granice personalizacji?)

9) Opowiedz mi bajkę, w którą uwierzę…

Storytelling

Dlaczego warto zainwestować w storytelling? Bo dobre historie szybciej wchodzą do głowy i zostają w niej na dłużej. Zamiast więc katować widza śmiertelnie nudną reklamą, która sprawi, że będzie reagował alergicznie na naszą markę, lepiej stworzyć spot tętniący emocjami. Bo tylko taka treść zasługuje na dzielenie się nią. Jak to zrobić? Najlepiej zlecić to wyspecjalizowanym firmom.

10) Pokaż mi przydatne sztuczki.

Content marketing

Czego ludzie szukają w internecie? Dwóch rzeczy: przydatnych treści oraz rozrywki. Co ciekawe, obie te rzeczy nie muszą się wykluczać. Przydatne sztuczki, rady i tipy mogą być podane naprawdę smakowicie. Przy czym słowo „treść” nie oznacza wyłącznie tekstów pisanych. Równie dobrze mogą to być infografiki, prezentacje czy formy wideo. Warto dodać, że możemy podeprzeć się tutaj tzw. recyklingiem treści, czyli prezentować te same informacje w różnej formie, a następnie dystrybuować je w różnych kanałach komunikacji. I najważniejsze: content marketing to trend, który będzie aktualny nie tylko w 2017 roku.

Podsumowanie: jak walczyć o uwagę konsumenta?

Przepis wydaje się być prosty.

  • Po pierwsze, trzeba być w miejscach, w których można go zastać.
  • Po drugie, mówić do niego ludzkim głosem.
  • Po trzecie, streszczać się.
  • Po czwarte, nie reklamować się nachalnie.
  • Po piąte, robić rzeczy, o których konkurencja boi się nawet pomyśleć.

A Ty jak sobie radzisz w aktualnej rzeczywistości? Napisz proszę !  😉

By | Wrzesień 23rd, 2016|trendy|7 Comments

E-mail marketing czy SPAM włamywacz?

Wyobraźcie sobie 45-letniego faceta. Jest skromny i niepozorny. Średnio seksowny to mało powiedziane. W dodatku niektórzy wieszczą mu rychłą śmierć. Są i tacy, którzy wręcz twierdzą, że dawno umarł. Tymczasem z niewiadomych powodów on wciąż potrafi skupiać na sobie tęskne spojrzenia, a w niektórych kręgach nawet budzić pożądanie. Dlaczego? Bo jest wyjątkowo skuteczny w tym, co robi…

A teraz zamiast „faceta”  użyjcie słowa „e-mail”. Tak, to właśnie ten archaiczny zdawać by się mogło kanał komunikacji jest jednym z liderów skuteczności. To on budzi zrozumiałe pożądanie wśród marketerów. I to mimo swojego zaawansowanego wieku (pierwszy mail wyfrunął w świat w roku 1971). Zaraz poznacie więcej jego zalet. Żeby ułatwić Wam zrozumienie niektórych informacji, odwołam się do relacji damsko-męskich jako odpowiednika stosunków marka – klient.

E-mail marketing: skuteczny „włamywacz”

Zasięg mailingu to 100%. Oznacza to, że każdy wysłany mail trafia, przynajmniej teoretycznie do odbiorcy. Nawiązując do sytuacji poszukiwania swojej drugiej połowy, to tak, jakby w każdej damskiej torebce znalazło się zdjęcie przystojnego mężczyzny, a na odwrocie fotografii – jego dokładny adres i telefon. Zasięg innych kanałów, którymi marki chcą dotrzeć do klienta – np. zasięg Facebooka – jest dramatycznie mniejszy. Chyba, że decydujemy się wspomóc go za pomocą płatnych reklam.

E-mail marketing to wicelider w kategorii narzędzi wspomagających sprzedaż. Ustępuje właściwie tylko pozycjonowaniu i płatnym linkom. Wadą tego pierwszego jest nieprzewidywalność algorytmów wprowadzanych cyklicznie przez Google. Wad płatnych linków nie trzeba przestawiać.

E-mail: kanał osobisty

Adres e-mail to coś bardzo osobistego. Przysłowie mówi, że nie pożycza się dwóch rzeczy: żony i szczoteczki do zębów. Dodałabym do tego właśnie adres e-mail jako klucz do miejsca wyjątkowo… intymnego. Za jego pośrednictwem można na przykład prowadzić prywatne rozmowy z konkretnym odbiorcą newslettera. Nawiasem mówiąc, wskaźnik odpowiedzi mailowych na wysłany newsletter jest dla marki znakomitą informacją zwrotną na temat skuteczności prowadzonych przez nią działań.

E-mail: kanał oferujący informacje dla wybranych

Możliwość otrzymywania w mailu czegoś, czego nie dostanie nikt inny, to kolejna zaleta e-mail marketingu. Zresztą, świadomość należenia do elitarnego kręgu nie jest niczym nowym w historii ludzkości. Dlaczego więc nie wykorzystać tej słabości do celów czysto biznesowych?

E-mail: personalizacja

Wielką zaletą e-mail marketingu jest wyjątkowo łatwa możliwość personalizowania informacji. I nie chodzi tylko o rzeczy takie jak imię, płeć czy rok urodzenia. Równie łatwa jest segmentacja odbiorców według ustalonych przez nas kryteriów. Czy brak personalizacji to coś złego? W biznesie – niekoniecznie. Co innego w relacjach damsko-męskich. Łatwo wyobrazić sobie mężczyznę wysyłającego listy do losowo wybranych kobiet, w których to listach wychwala ich nieziemsko błękitne oczy. Jak wtedy poczują się czarno- czy zielonookie?

E-mail: niezmienność zasad

O kaprysach Google już pisaliśmy. Równie nieprzewidywalne w swoich działaniach są media społecznościowe. Przykład Facebooka, który co jakiś czas dokonuje rewolucji w zakresie hierarchii informacji wyświetlanych w newsfeedzie, każe się zastanowić nad godną pochwały niezmiennością praw, jakimi rządzi się e-mail.

E-mail: zwrot z inwestycji

O ile posługiwanie się terminem „zwrot z inwestycji” w stosunku do relacji kobieta-mężczyzna jest trochę niefortunne, chyba że mówimy o kulturach azjatyckich, w których sprawy te traktuje się bardziej „biznesowo”, to w odniesieniu do stosunków na linii marka – klient, jest jak najbardziej na miejscu. E-mail marketing to druga po pozycjonowaniu technika dająca największy zwrot z inwestycji (tzw. ROI).

E-mail: mierzalność działań

„Ciekawe, czy przeczytała wiadomość ode mnie?” Takie pytania zadawali sobie mężczyźni w czasach, gdy rządziły tradycyjne, papierowe listy. Dziś firmy, które zdecydowały się na działania e-mail marketingowe nie muszą zaprzątać sobie głowy podobnymi dylematami. Bardzo wiele można bowiem precyzyjnie zmierzyć: kto otworzył e-maila, kto i ile razy kliknął na link, które linki / obrazki cieszyły się największym zainteresowaniem, a które produkty lepiej wycofać ze swojej oferty. To tylko przykłady informacji zwrotnych, które można otrzymać od każdego subskrybenta.

Podsumowując: czy warto lokować budżet w ten kanał?

Nie 🙂

Chyba, że macie:

  • firmę handlową, usługową, produkcyjną
  • albo sklep internetowy / sklep stacjonarny
  • albo rozwijacie start-up
  • albo prowadzicie bloga

i w związku z tym chcecie:

  • wyraźnie zwiększyć sprzedaż produktów i usług
  • przyczynić się do wzrostu rozpoznawalności marki
  • działać na rzecz większego zaangażowania społeczności skupionej wokół marki

I wszystko to zaskakująco niskim kosztem. W takich sytuacjach e-mail marketing będzie idealnym narzędziem.

Joanna Sosnowska

By | Wrzesień 3rd, 2016|E-mail marketing|0 komentarzy